"COŚ" co leczy ze smutku.
Czy naukowcom zajmującym się badaniami aktywności mózgu
udało się znaleźć „coś” co każdemu z nas może pomóc w pozbyciu się smutku, lęków a może nawet nawet depresji?
Richard Davidson, neurobiolog i psycholog z Uniwersytetu Wisconsin–Madison w Stanach Zjednoczonych postanowił na początku XXI wieku przeprowadzić szereg testów na najszczęśliwszych ludziach na świecie. Tym mianem określa się tybetańskich mnichów, którzy są uważani za osoby, które pomimo swojego skromnego stylu życia, odczuwają prawdziwa radość i spełnienie.
Badania miały przynieść odpowiedź na pytanie, czy mózg buddyjskiego mnicha zmienia się podczas medytacji. Drugie ważne pytanie brzmiało; jeśli procesy w mózgu podczas medytacji ulegają zmianie to w jaki sposób to zachodzi i czy jest możliwe nauczenie się podobnych umiejętności przez zwykłego człowieka Zachodu. Zastanawiano się również nad tym czy dzięki medytacji można doprowadzić do stałych, pozytywnych zmian w funkcjonowaniu mózgu, które miałby większy wpływ na emocje niż środki farmakologiczne. Pierwsza osobą, która została przebadana w laboratorium Davidsona był Ricard Matthieu, francuski doktor genetyki molekularnej, który pod koniec lat 70. został mnichem i od tamtej pory praktykuje buddyzm tybetański.
Mnich w laboratorium
Badania rozpoczęły się w 2000 roku i trwały 2 dni. Podczas tych dwóch dni Ricard Matthieu spędził aż 10 godzin poddając się badaniu czynnościowego obrazowania za pomocą magnetycznego rezonansu jądrowego, uważanego obecnie za wzorcowe narzędzie w badaniach nad rolą mózgu w zachowaniach.
Poddano go również badaniu za pomocą dwóch „czapek” EEG: jedna miała 128 czujników, druga – aż 256. To badanie miało na celu sprawdzenie jak wygląda umysł człowieka, który jest głęboko pogrążony w medytacji opartej na współczuciu. Co ciekawe, podczas tego badania stwierdzono znaczny wzrost aktywności neuronów w lewym zakręcie czołowym środkowym, który odpowiada za odczuwanie pozytywnych emocji.
Pomysłowi naukowcy nie zakończyli swojej pracy na tych badaniach, przygotowali jeszcze jeden eksperyment, który polegał na zastosowaniu stymulacji elektrycznej w obrębie nadgarstków. Miało to na celu zbadanie wpływu medytacji na odczuwanie bólu.
W buddyzmie tybetańskim można odnaleźć cały szereg różnorodnych medytacji. Naukowcy początkowo zdecydowali się na badanie trzech rodzajów medytacji; koncentracja jednopunktowa, wizualizacji oraz medytację współczucia. Te trzy metody obejmowały wystarczająco wyraźne strategie mentalne, które pozwolą zaobserwować różnice w aktywności mózgu. Ricard zaproponował zaproponował trzy dodatkowe metody medytacyjne, które jego zdaniem mogły dostarczyć dodatkowych danych: medytacje o poświęceniu, medytację o odwadze oraz coś, co nazwał „stanem otwartym". Stan otwarty to coś co można opisać jako nieskupiony na niczym umysł ale obecny i świadomy.
Ricars zakładał, że każda z tych sześciu praktyk medytacyjnych powinna wykazywać różnice w obrazie mózgu. I rzeczywiście, dzięki zaawansowanemu technicznie sprzętowi różnice w działaniu mózgu mnicha były widoczne. Najbardziej różniły się pomiędzy sobą wizualizacja i koncentracja jednopunktowa. Medytacja współczucia, medytacja o odwadze i medytacja o poświeceniu nie wydawały się tak rożne jeśli chodzi o procesy umysłowe.
Ale co ważniejsze to podczas trzech ostatnich medytacji, zwłaszcza medytacji współczucia, naukowcy mogli wyraźnie widzieć, że zostały pobudzone do pracy ośrodki w mózgu, które związane są z odczuwaniem przyjemności.
Medytacja zamiast tabletki?
Naukowcy doszli do wniosku, że wywołanie u siebie stanu troski o dobrostan innych ludzi powoduje nasze lepsze samopoczucie i podwyższa nastrój. Czyli medytacja współczucia, życzliwości pomaga nam przezwyciężyć własne trudne emocje. I co ważne, w późniejszych badaniach ci sami naukowcy wykazali, że nie trzeba być mnichem, aby osiągać sukcesy w medytacji. Nawet osoby początkujące medytację świecką (czyli bez aspektu religijnego) osiągają lepsze wyniki w radzeniu sobie ze stresem, trudnymi emocjami w porównaniu do osób, które nigdy nie wyciszały umysłu praktykami medytacyjnymi.
Eksperyment z udziałem mnicha zapoczątkował badania następnych zakonników, którzy pochodzili z Indii oraz Nepalu. Łącznie zostało przebadanych 8 mnichów, którzy deklarowali od kilku do kilkunastu tysięcy godzin medytacji odbytych w swoim życiu. Dla porównania wyników stworzono grupę kontrolną składająca się ze studentów nie praktykujących na co dzień medytacji. Wyniki tych badań zostały opublikowane w 2004 roku w naukowym czasopiśmie „PNAS”.
Naukowcy skupili się w tym badaniu na falach gamma, czyli na falach o wysokiej częstotliwości i związane z takimi aktywnościami jak; uczenie się, świadomy odbiór bodźców z otoczenia, uwaga.
Życzliwość leczy
Tym razem rozpoczęto badania od medytacji bezwarunkowej miłującej dobroci oraz praktykę współczucia. Przed testem zbadano obie grupy; mnichów i studentów. Już w tym momencie stwierdzona różnice występujące pomiędzy obiema grupami. W przypadku zakonników tybetańskich częściej niż w grupie studentów występowały fale gamma. A to znaczy, że długotrwała medytacja zmienia podstawowy stan mózgu. Te różnicy zwiększyły się podczas badania w stanie medytacji, a nawet po zakończeniu praktyki pozostawały wyższe niż przed rozpoczęciem testu.
„Odkrycia te wskazują, że trening umysłowy prowadzący do zwiększenia współczucia i miłującej dobroci ma głęboki wpływ na funkcjonowanie mózgu. Wyniki ponadto sugerują, że te cechy nie są u ludzi niezmienne, a raczej można je pielęgnować poprzez praktykę i szkolenie” – wyjaśniono wyniki badania.
Pozytywne zmiany w mózgu
Oczywiście, że to możliwe. Po wielu dekadach królującej teorii o niezmienności struktur umysły w wieku dorosłym udało się w latach ‘90 dwudziestego wieku dowieść, że bez względu na nasz wiek, zmiany i poprawa funkcjonowania mózgu są możliwe. Neuroplastyczność, inaczej zwana plastycznością mózgu jest możliwa do końca naszego życia. Więc, myślę, że czas „włozyć między bajki” przekonania o tym, że mając lat 40, 50 lub więcej już niczego się nie nauczysz i czas usiąść na bujanym fotelu i zacząć cerować skarpetki. Jest wręcz przeciwnie, w każdym wieku możemy uczyć się nowych rzeczy. Uczymy się rzeczywiście inaczej niż dzieci czy młodzi ludzie, ponieważ mamy za sobą cale życiowe doświadczenie i po prostu trudniej jest nam „wykuwać na pamięć’. Po 40 roku życia uczymy się poprzez doświadczania.
